Mamy koniec pierwszej dekady XXI w, a tu ni stąd ni zowąd pojawiają się wystawy fotografii wykonywanych bardzo archaiczną metodą otworkową.
W prasie fachowej pojawiają się na ten temat artykuły, a w radiu zaczynają wypowiadać się autorytety. Mało tego, nawet wśród pracowników Elektrowni Jaworzno III znalazł się zwolennik metody fotografowania powstałej na długo przed powszechną elektryfikacją miast i wsi. To Krzysztof Sowa, na co dzień pracownik Elektrowni II – Wydział Łączności, a prywatnie mój „kolega po pasji fotografowania”. To właśnie od niego i naszego wspólnego kolegi Jakuba Kaszuby, postanowiłem się dowiedzieć skąd wzięła się ta moda.
Jadąc do Was słuchałem w radiu najnowszej piosenki zespołu Raz Dwa Trzy, z której dowiedziałem się, że „horyzont to połączenie błękitu z kawałkiem lądu”. Nawiązując do tych słów: czym w takim razie jest fotografia otworkowa?
K.S. Po takim wstępie powinienem poprosić o drugi zestaw pytań, ale spróbuję odpowiedzieć w twoim stylu. Fotografia otworkowa to połączenie tradycji z wyobraźnią.
No to teraz ja poproszę o drugi zestaw odpowiedzi.
J.K. No to ja pomogę. Tradycji – bo urządzenie do odwzorowania obrazu otoczenia wymyślił dawno temu Leonardo da Vinci. Była to Camera Obscura, pudełko z wywierconym otworkiem na środku jednego z boków. Światło wpadające przez ten otworek tworzy na przeciwległej do niego ściance pudełka obraz otoczenia znajdujący się przed otworkiem. Gdyby Da Vinci wymyślił jeszcze materiał światłoczuły i utrwalacz, to pierwotne określenie fotografii brzmiałoby „vincitypia”. Ale metoda rejestracji i utrwalania obrazu została upowszechniona kilkaset lat później przez M. Daguerre’a i to dlatego pierwotnie fotografię nazywano „dagerotypią”.
K.S. A wyobraźnia jest niezbędna, bo wykonując fotografię aparatem otworkowym nigdy do końca nie wiesz co sfotografujesz. Nie masz do dyspozycji ani celownika optycznego, ani wyświetlacza. Stawiasz swoje pudełko na ziemi, pniu, statywie, mocujesz na płocie, drzewie, słupie i nigdy do końca nie wiesz co Ci ten „aparat” sfotografuje. Musisz to sobie wyobrazić. Biorąc pod uwagę długi czas naświetlania, nie raz nie dwa będziesz zaskoczony tym co zarejestrował twój „otworek”.
No to po co się tak katować. Ja biorę do ręki swoją „camerę obscurę” wyposażoną w obiektyw, który mi redukuje błąd aberracji sferycznej zamiast otworka, z tyłu natomiast ma matrycę takiej czułości, która pozwoli mi naświetlić fotografię w ułamku sekundy i na wyświetlaczu natychmiast zobaczę efekt, który mnie w niczym nie zaskoczy.
J.K. No właśnie – współczesna „camera obscura” i jej doskonałość, zabijają w nas wyobraźnię. Kto robiąc zdjęcie „cyfrą” zastanawia się nad końcowym efektem. Wiadomo, że będzie zadowalający. Celowo użyłem określenia „zdjęcie” – bo „cyfra” to urządzenie, które w rękach większości jej użytkowników służy do zdejmowania rzeczywistego obrazu otoczenia. A uruchomienie wyobraźni, do którego nas zmusza posługiwanie się otworkiem jest już pierwszym krokiem do tworzenia obrazu kreowanego, do tworzenia naszej wizji otoczenia, do tworzenia fotografii. I to pierwsza zaleta fotografii otworkowej.
K.S. A druga – w aparacie otworkowym nie ma zjawiska aberacji sferycznej (zniekształcenia, „baryłkowanie” na krawędziach obrazu tworzonego przez soczewki). Mamy tu do czynienia z czystą niczym nie zakłóconą perspektywą. Owszem występują zniekształcenia wynikające z kształtu materiału użytego do zrobienia naszego aparatu, lub też z kształtu i sposobu wykonania otworka. Ale są to już celowe i świadome zabiegi fotografa.
J.K. Trzecia zaleta to głębia ostrości. W aparacie otworkowym autofocus jest zbędny, tu łapiemy ostrość od zera do nieskończoności. Warunkiem uzyskania prawidłowej ostrości jest zachowanie odpowiednich proporcji między średnicą otworka a jego odległością od materiału światłoczułego. Czwarta zaleta to miękkość obrazu. Im bardziej postrzępione krawędzie otworka tym bardziej miękki i rozmyty obraz. Idealnie okrągły otworek o idealnie ostrych krawędziach da nam obraz porównywalny z obrazem uzyskanym przez wysokiej jakości aparat cyfrowy.
Gdybym się dzisiaj chciał przestawić na fotografię otworkową to od czego powinienem zacząć?
K.S. Od zbudowania własnego aparatu otworkowego. Zaczynasz od korpusu, czyli od wybrania szczelnej puszki lub skrzynki. Mierzysz odległość między ścianą, w której chcesz umieścić otworek, a ścianą na której chcesz umieścić materiał światłoczuły. Do tej odległości dobierasz średnicę otworka. Im większa zmierzona odległość tym większy otworek. W praktyce w ścianie korpusu wykonujemy duży otwór, który zaklejamy materiałem z gotowym już właściwym do zmierzonej odległości otworkiem. Takim bardzo popularnym i ogólnie dostępnym materiałem do wykonania w nim otworka jest folia spożywcza, albo folia z denka po np. jogurcie. A otworek wykonujemy szpilką, po czym drobnoziarnistym papierem ściernym wyrównujemy powstały z drugiej strony zadzior. Z tej techniki wzięła się alternatywna nazwa fotografii otworkowej – pinhole (ang.: pin – szpilka, hole – otwór). A korpusy bywają różne – te największe ale jeszcze mobilne, mogą być wykonane z kontenera okrętowego zamontowanego na ciągniku siodłowym lub z starego wagonu chłodni. Te statyczne to np.: wynajęty apartament z interesującym nas widokiem z okna, które zamalowywujemy czarną farbą by wydrapać w niej odpowiedni otwór. W przypadku tak dużych gabarytów bardzo pomocny jest aparat cyfrowy, który służy nam wówczas do utrwalania powstałego obrazu.
No właśnie – materiał światłoczuły?
J.K. To mogą być wszelkie dostępne na rynku materiały światłoczułe. W przypadku transparentnych materiałów negatywowych czasy naświetlania będą krótsze, od kilku sekund do kilku minut. Natomiast czasy naświetlania materiałów pozytywowych (tradycyjne papiery do powiększalników), charakteryzują się bardzo długimi czasami naświetlania sięgającymi nawet kilku miesięcy.
K.S. Takie długotrwałe naświetlanie chcemy wykorzystać w naszym najnowszym projekcie, który zamierzamy zrealizować na terenie Jaworzna i naszych elektrowni. Ustawimy nasze pinhole naprzeciwko charakterystycznych budynków miasta i elektrowni, a naświetlanie będzie trwało od marca do końca sierpnia. W tym czasie na papierze oprócz zarysu budynku, powstanie ślad jaki zostawi po sobie słońce. W dni bezchmurne ten ślad będzie jaśniejszy a w pochmurne ciemniejszy. W ten sposób zarejestrujemy historię wędrówki słońca nad Jaworznem i nad naszymi elektrowniami.
A od kiedy trwa wasza otworkowa pasja?
J.K. W moim przypadku trwa to przynajmniej 8 lat. A sprawcą mojej pasji był i jest założyciel Szkoły Widzenia Jakub Byrczek. K.S. A kilka miesięcy później, ja zaraziłem się od Kuby. No to możecie się już czymś pochwalić? K.S. i J.K. Mamy za sobą udział w kilkunastu wystawach zbiorowych i indywidualnych. Wzieliśmy udział w I i II Ogólnopolskim Festiwalu Fotografii Otworkowej, a w trzecim OFFO, który powinno się już określać jako ogólnoświatowy występowaliśmy również jako współorganizatorzy. Skromnie możemy powiedzieć, że w światku pinholowców jesteśmy już rozpoznawani.
We wrześniu zarezerwujcie sobie czas na kolejny wywiad omawiający wasz projekt w Jaworznie i jego elektrowniach. A póki co serdecznie Wam dziękuję za rozmowę.
Wojtek Piechocki